Block [contentslider] not found!

WORLD MARATHON MAJORS 2009-2017

Mając 34 lata nie byłem przekonany, czy ponownie zacząć biegać w zawodach. Po 24 latach biegania, po kilkunastu latach wyczynowego uprawiania biegów średnich, miałem czas radości z rekreacji w tym z dalszych i bliższych wypraw rowerowych m.in. Murmańsk przez Nord Kapp i całą Norwegię, Toskania, Prowansja, Bretania…Ale nadal mnie ciągnęło do moich korzeni sportowych.
A może maraton w Nowym Jorku – przyszło mi na myśl… Wiedziałem, że jestem w takiej formie, że bez problemu, bez losowania, uzyskałbym czas kwalifikujący mnie do tego biegu. Jednak nie miałem żadnej presji i postanowiłem dać szansę losowi. Udało się za pierwszym razem – a podobno jest to niemożliwe. To był mój debiut.
W następnym roku był Berlin 2010 – życiówka. Najlepsza dla mnie pogoda – chłodno i deszcz.
W 2013 był zamach na trasie maratonu w Bostonie. Rok później chciałem to wydarzenie uczcić, zaprotestować. Był to podniosły i niesamowity bieg, w którym uczestników traktuje się niemal jak bohaterów.
Wówczas nie myślałem jeszcze o „Majorsach”. Namówiony przez przyjaciół na wspólny wyjazd i dzięki Asics Polska w 2015 roku udało mi się zdobyć miejsce na maraton w Tokio. Była to według mnie najlepiej zorganizowana impreza tego typu.
Wtedy dopiero pojawił się cel – Majors Six! 
Londyn – wiedziałem, że wylosowanie możliwości startu nie jest możliwe, a miejsc ze względu odpowiedni na czas – nie przewidują. Została mi tylko opcja wycieczki z niemieckim biurem podróży… Było warto. Niesamowity doping na trasie, piękna trasa. Niezapomniany do końca życia moment – gdy wbiegłem w miarę samotnie środkiem trasy na Tower Bridge, a tłum odpowiedział niesamowitym dopingiem na moje „zaczepki” – Londyn był mój!
Zostało Chicago – nie byłem przekonany, aby tam jechać. Ta część USA mniej mnie ciekawiła… Ale Wietrzne Miasto mnie zaskoczyło… Niesamowite połączenie wody, zieleni parków i ciekawej, nowoczesnej architektury. Biegłem bez dostatecznego przygotowania – niespełna po 2 miesiącach po tonsillektomii (usunięciu migdałów podniebiennych) oraz wysoka temperatura powietrza spowodowały jednak, że bieg ukończyłem nieco poniżej zakładanego czasu…
Podsumowując ukończenie przez mnie Abbott World Marathon Majors – bieganie maratonów nigdy nie było dla mnie celem samym w sobie. Turystyka biegowa – chyba to jest dobra formuła– travel and run. A przy okazji realizujmy swoje inne życiowe cele! Nie podporządkowujmy wszystkiego pod tzw. „amatorski wyczyn”, tracąc często inne ważne w życiu cele. Myślę, że mi się to udało. Co jest najważniejsze – przez ten czas nie miałem żadnej kontuzji. Mój miesięczny kilometraż podczas treningów nie przekraczał w maksymalnych natężeniach 160 km. Nie biegałem codziennie - badania nad tkanką łączną pokazują, że mikrourazy związane z uprawianiem sportu regenerują się 48 godzin. Jedynie przed Bostonem, przygotowując się biegałem więcej z wózkiem z moimi bliźniakami – tego już moje Achillesy nie wytrzymywały – trochę musiałem odpuścić. 
W międzyczasie przebiegłem dodatkowo kilkanaście ultaramaratonów górskich, ukończyłem triatlon IronMan – ale to już spokojniej, na luzie, bez częstego patrzenia na zegarek i ciągłej kontroli tempa i tętna tak jak na „ulicznych” maratonach. Takie podejście pozwoliło mi przebiec wszystkie WMM w średnim czasie 2:49:13. 
Życzę każdemu z Was realizowania swoich własnych celów i marzeń, pozostając w równowadze ducha i ciała. Myślę, że podczas wysiłku fizycznego warto słuchać swojego organizmu i pierwszych oznak zniechęcenia, zmęczenia. To pozwoli uniknąć wielu kontuzji i umożliwi czerpanie pełnej radości i szczęścia z naszej KULTURY FIZYCZNEJ – CZYLI Z DBANIA PSYCHIKI O CIAŁO!

marszalek osteopatia